Tytuł wiadomości: Podziw, szacunek, czapki z głów
(Kategoria: Misc)
Dodane przez Ervin
niedziela 06 październik 2019 - 20:47:20


Obława na Wilki po kaniowsku


LKS Przełom Kaniów - GLKS Wilkowice 6:0 (2:0)


Zwycięstwo z liderem w Pisarzowicach po bardzo ładnej grze mogło zostać odebrane dwojako - albo jako przejaw powrotu wielkiej formy Przełomu Kaniów sprzed lat, albo jako wypadek przy pracy Pionera i fart podopiecznych trenera Wiesława Kucharskiego, bo trafili na słabszy dzień rywali. Większość pewnie się skłaniała ku tej drugiej wersji, a taką weryfikacją miał być mecz ósmej kolejki bielskiej A-klasy sezonu 2019/2020 z trzecim w tabeli, znajdującym się dwie pozycje ponad Przełomem, GLKS-em Wilkowice, z którym, w sumie podobnie jak z pokonanym ostatnio Pionierem, kaniowianom zazwyczaj nie grało się zbyt dobrze, i nie mówię tutaj o meczu sprzed roku, kiedy wilkowiczanie wygrali w Kaniowie 1:7, bo to spotkanie pewnie wszyscy chcieliby wyprzeć z pamięci, i nie mam na myśli tutaj tylko piłkarzy.

Było to drugie spotkanie kaniowskiej Elektronicznej Tablicy Wyników Sportowych, w ostatnim miała dość sporo roboty. Gwizdek sędziego głównego, pana Tomasza Kuźniarza pozwolił tablicy na ruszenie, i choć zaczynała ze standardowym ustawieniem z trzema zerami na wyświetlaczu, to stan ten mógł się zmienić już w piątej minucie spotkania. Z rzutu wolnego zacentrował Piotr Bąk piłka spadła na głowę Szymona Kóski i kiedy już wszyscy widzieli piłkę w siatce, okazało się, że popularny Beton o włos spudłował, zatem rozpoczęliśmy grę z piątego metra przed bramką gości. Dwaj panowie z poprzedniego zdania mieli udział przy kolejnej świetnej akcji Przełomu w 16 minucie. Znowu Piotr Bąk dośrodkował, piłkę uderzył Kornel Ryszka a Szymon Kóska wpakował piłkę do siatki. No ale niestety, gol nie został uznany, bo sędzia asystent słusznie zauważył, że Kornel, kapitan Przełomu, znajdował się na pozycji spalonej. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i rzeczywiście nie uciekło w 25 minucie spotkania, choć do tej ucieczki całkiem niewiele brakło. Świetnie z rzutu wolnego huknął Piotr Bąk, a piłkę na rzut rożny wybił bramkarz gości, Dawid Grabski. Piłka została ustawiona w narożniku przez Krzysztofa Jarosza, po posłaniu piłki przez niego standardowo w polu karnym wywiązało się spore zamieszanie i tym, który kopnął piłkę do bramki był ponownie Szymon Kóska, jednak radość trwała kilka sekund, bo sędzia asystent znów niewzruszenie trzymał chorągiewkę w pozycji sygnalizującej ofsajd. Tu jednak sprawy w swoje ręce wziął sędzia główny, udając się na konsultacje z panem asystentem. Był bliżej, widział, że spalonego nie było i tym samym radość ponownie pojawiła się w drużynie Przełomu, bo goście prowadzili 1:0. Przełom grał, jak z nut, nie dopuszczając gości do żadnych konstruktywnych akcji, a samemu tworząc ich całkiem sporo. Kolejna taka miała miejsce w 38 minucie, kiedy piłkę posłaną ze środka boiska zgrał do Roberta Jurczygi Kornel Ryszka, popularny Kapela popatrzył na bramkarza i pewnie posłał piłkę po ziemi w boczny róg bramki i Przełom prowadził już dwiema bramkami. A chwilę później mógł już trzema, bo doskonale z rzutu wolnego uderzył tym razem Szymon Kóska, trafił jednak w słupek. Kiedy wybiła 45 minuta meczu, sędzia główny zaprosił zawodników do szatni.

Po rozlosowaniu nagród, odczytaniu ogłoszeń ̶p̶a̶r̶a̶f̶i̶a̶l̶n̶y̶c̶h̶ i krótkim koncercie prosto z kaniowskiej playlisty, zawodnicy wrócili do gry. Ledwo zdążyli się rozstawić po boisku, a tu trzeba było zmieniać wynik, bo drugi raz na listę strzelców wpisał się Szymon Kóska, strzałem głową pokonując Dawida Grabskiego. 3:0 z Wilkowicami, kto by się spodziewał takiego wyniku w 46 minucie spotkania! Kolejne minuty Przełom rozegrał koncertowo, jak zresztą cały mecz - na pewien czas dopuścił gości do gry, ale mógł sobie na to pozwolić - defensywa wszystkie próby jakiejkolwiek ciekawszej akcji neutralizowała w powijakach, a jak trafił się jakiś zabłąkany strzał, to na posterunku stał niczym skała Rafał Twardowski. W 60 minucie na boisku pojawił się ulubieniec kibiców, zwłaszcza tych siedzących na trybunie krytej, czyli Patryk Ciućka, witany oklaskami z trybun, a nawet dopingiem(!). W tym momencie kaniowianie uznali, że nie ma co dawać dłużej prowadzić gry GLKS-owi. Chwilę odpoczęli i ruszyli do ataku - piłka trafiła do Roberta Jurczygi, a ten, choć znajdował się w sytuacji, kiedy sam mógłby strzelić gola, podał do znajdującego się na czyściutkiej jak łza pozycji Krzysztofa Jarosza, który nie musiał zrobić nic, tylko posłać piłkę do pustej bramki, co rzecz jasna uczynił. Mimo, że wynik wynosił 4:0, to trzeba było brać poprawkę, że to jednak A-klasa i wszystko się może zdarzyć. Jednak chyba nie tego dnia, bo zawodnikom trenera Wiesława Kucharskiego wychodziło wszystko, a każda zmiana nie powodowała osłabienia drużyny - cały czas grała równie doskonale. Na przypieczętowanie niesamowicie zasłużonego zwycięstwa dwie truskawki na torcie położył Patryk Ciućka w 85 i 88 minucie - najpierw wykorzystując zamieszanie wilkowiczan, którzy chyba troszkę zataplali się w błocie przed bramką (akurat pod tą, od strony kortów, przedpole nie było tak wysuszone), a drugi raz pewnie pokonując bramkarza strzałem w bok po ziemi. Trener Kucharski wiedząc, że tego meczu nie da się przegrać, każdemu ze strzelców bramek od 1 do 4 pozwolił zejść z boiska w akompaniamencie oklasków. No, za wyjątkiem Patryka Ciućki, który braw otrzymał tyle, że wystarczy mu do kolejnego spotkania w Kaniowie.

NIESAMOWITY mecz w wykonaniu Przełomu Kaniów. Dawno nie widziałem naszej drużyny, która przez pełne 90 minut grała tak idealnie, że nie można było jej czegokolwiek zarzucić. Dawno też nie napisałem relacji, w której wymieniam same pozytywne rzeczy, ale rzecz wygląda tak, że jeśli tylko mogę, staram się pisać prawdę. A prawda, jak to prawda, czasami boli i jest niewygodna. Tu choćbym chciał, to żadnej negatywnej rzeczy nie mogę się dokopać, po prostu wszystko w stu procentach było zagrane doskonale, od konstruktywności akcji, przez grę defensywną, rozkładanie sił w meczu i ogólny pomysł na grę. Widać, że wysoka frekwencja procentuje i na tym to polega w tych niższych ligach - bez pracy nie ma kołaczy, jak to mówią na dożynkach, a bez frekwencji na treningach i zaangażowania w grę nie ma punktów i dobrego stylu. No i pozycji wicelidera, bo na drugie miejsce po tym cudownym meczu Przełom awansował. Ścisk w tabeli jest niczym na zakopiance po długim weekendzie, ale nie ma się co patrzeć na innych, tylko robić swoje - bo przy takiej grze, jaką Przełom zaprezentował w dwóch ostatnich meczach z wyżej notowanymi w tabeli rywalami, dalsze mecze będzie dalej wygrywał, a ścisk w tabeli nie dość, że będzie się neutralizował, to będzie się rozgrywał już za jego plecami. Szansa na kolejne trzy punkty za tydzień w Hecznarowicach, ważne, żeby nie zlekceważyć rywala, który jest na dziewiątym miejscu, bo tak chyba zrobiła Wilamowiczanka w tej kolejce i przegrała 1:2. Upolujcie, Panowie, te dwa Sokoły w najbliższych meczach, hecznarowickiego za tydzień i buczkowickiego za dwa, a w nagrodę znowu z głośników zagra wam Queen z "We are the Champions"!



Skład Przełomu:

1. Rafał Twardowski
14. Wojciech Kubies
17. Wojciech Czulak
18. Piotr Bąk
3. Sławomir Głombek
(46' 15. Kamil Kucharczyk)
8. Mateusz Grygierzec
(46' 16. Błażej Kłoda)
2. Szymon Kóska 25' 46'
(84' 5. Marcin Jaszek)
4. Dawid Ćwiek
(46' 20. Przemysław Szczypka )
9. Krzysztof Jarosz 61'
(80' 19. Damian Woźniak)
11. Robert Jurczyga 38'
(86' 10. Marek Faruga)
6. Kornel Ryszka
(60' 7. Patryk Ciućka 85' 88')





Widzów: 110
Skład sędziowski:
Sędzia główny: Tomasz Kuźniarz
Sędziowie asystenci: Ireneusz Golda, Marek Modrzik
Relacjonował: Kamil Kołodziejczyk





Ta wiadomość pochodzi ze strony Oficjalny Serwis LKS Przełom Kaniów
( http://przelom-kaniow.info/news.php?extend.2017 )


Czas generowania: 0.1265 sek., 0.0807 z tego dla zapytań.